Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

Książki, lektury

Zaczął się rok szkolny, a wraz z nim wróciła dyskusja dotycząca nowych podstaw programowych. Jakiś czas temu świadomie zrezygnowałam ze śledzenia najnowszych newsów z polityki. Zdałam sobie sprawę, że zazwyczaj jest to tylko osłona dymna dla prawdziwych spraw, które powinny mnie interesować. Dlatego od ponad 5 lat nie posiadam telewizji - pierwszego "ogłupiacza" Polaków, przestałam czytać gazety "ogólnotematyczne", a wiedzę o świecie (do ignorancji mi daleko - interesuje mnie Polska oraz to, co się dzieje w prawdziwej polityce, zwłaszcza w sprawach gospodarczych) czerpię głównie z Internetu, gdzie wg mnie panuje prawdziwy pluralizm i przy odpowiednim podejściu można znaleźć wiele rzetelnych i dobrych tekstów.

Nie chcę się tu bawić w politykowanie, jednak za namową mamy zdecydowałam się na podjęcie i analizę tematu związanego ze zmianami w kanonie lektur szkolnych. Kocham książki. Uważam, że jest to jedna z najbardziej rozwijających rozrywek. Wpływa ona pozytywnie nie tylko na poszerzenie słownictwa, ale też rozwinięcie wyobraźni, posługując się banałami rozszerza horyzonty poprzez ukazanie różnego sposobu patrzenia na świat, rozwija myślenie poprzez nowe pojęcia i idee, uczy i dostarcza informacji, polepsza empatię, pomaga zrozumieć siebie i innych oraz mechanizmy, które rządzą wszechświatem. Zalety czytania książek ciągną się w nieskończoność. Jest to niesprzeczne i niezależne od tego czy są to książki papierowe, elektroniczne itp.

Dlatego, że książki są tak niesamowite, każdy myślący człowiek chciałby przeczytać ich jak najwięcej. Wg danych Google z 2010 roku (który za cel postawił sobie digitalizację wszystkich książek świata) jest aż 129 864 880 tytułów wydanych na całym świcie tylko w czasach nowożytnych (ile jest ogólnie obecnie...? chyba nikt nie jest w stanie tego policzyć, nawet Google). To wielka liczba. Pewnym jest, że wszystkiego nikt nie da rady przeczytać nawet w sytuacji poświęcenia całego życia na czytanie (po co te wszystkie zalety książek jeśli nie można by było ich wykorzystać w "realnym" świecie? :p). I tu zaczynają się wybory. Co czytać, czego nie? Do których pozycji każdy powinien zajrzeć, a które wręcz warto znać na pamięć w celu rzucania cytatów na lewo i prawo? Które omijać z daleka, a które poznać jak wroga by wiedzieć czego się bać? Co jest tzw. klasyką (Mark Twain o klasyce lubił wypowiadać się, że są to książki, którymi wszyscy lubią się chwalić, ale nikt ich nie czyta :p ). Do tego dochodzi element podejmowania decyzji za przyszłego czytelnika - przez rodzica, bibliotekarza i ... no właśnie, nauczyciela. I tu jest pies pogrzebany, także przechodzę do sedna sprawy.

Jakie książki mają się znaleźć w kanonie lektur szkolnych? W jakich klasach powinno omawiać się jakie książki? Decyzje związane z ustaleniem kanonu lektur szkolnych należą do bardzo trudnych, ponieważ wiążą się z odpowiedzialnością i ... ogromną selekcją. Z jakichś tytułów będzie trzeba zrezygnować. Tylko z których? Czas spędzony w szkołach jest ograniczony, dzieci z natury są leniwe, niektóre tematy są za "ciężkie" do miłej lektury, inne niczego nie nauczą, więc nie warto do nich zaglądać, jedne rozkochują w akcie czytania, inne zaś na dobre zniechęcają do zaglądania do książek. Patrząc na moje doświadczenie czytelnicze, zarówno własne, jak i to zaobserwowane wśród bliskich oraz w bibliotekach zaczynam mieć pewne wyobrażenie odnośnie tego, jakie podejście należy przyjąć przy budowie kanonu lektur szkolnych. Postaram się to przedstawić na zasadzie procentów.

W skład kanonu lektur szkolnych (w programie podstawowym) wg mnie powinny wejść:

20% - klasyka zagraniczna - m.in. Camus, Kafka, Saint-Exupéry, Hemingway, Orwell, Eco, Christie, Salinger, Bułhahow, Szekspir, Austen, Dostojewski, Wilde, Sofokles, Conrad, Milne, Dickens, Diderot, Voltaire

20% - klasyka polska - Lem, Fredro, Prus, Wyspiański, Mickiewicz, Orzeszkowa, Sienkiewicz, Żeromski, Witkacy, Słowacki, Konopnicka, Borowski, Reymont, Herling-Grudziński, Zapolska, Iwaszkiewicz, Nałkowska, Kraszewski, Białoszewski, Gombrowicz

10 % - zagraniczna literatura współczesna, np. Llosa, Marquez, Rowling, Martin

15% - polska literatura współczesna, np. Masłowska, Sapkowski, Mrożek, Wojtyła

15% - poezja zagraniczna (również współczesna), np. Baudelaire, Byron, Dante, Rimbaud, Pound, Plath

20% - poezja polska (również współczesna), np. Leśmian, Baczyński, Norwid, Kochanowski, Miłosz, Szymborska, Herbert, Kaczmarski (teksty piosenek)

Przepraszam za nieuporządkowanie nazwisk. Chodzi mi o "sztandarowe" tytuły wymienionych pisarzy, tj. Bułhakow "Mistrz i Małgorzata", Dostojewski "Zbrodnia i kara", Prusa "Lalka", przy okazji których można przedstawić również inne tytuły danych twórców oraz zachęcić do zajrzenia do nich.

Zdaję sobie sprawę, że powyższa wymienianka nie jest odpowiedzią na pytanie co tak naprawdę jest klasyką i co uczniowie powinni wiedzieć kończąc szkołę. Jest to jednak pewne ogólne spojrzenie, w którym kierunku należy iść. Istotne dla mnie jest to, żeby młodzież kończąc szkołę znała tytuły znajdujące się w rankingach typu "must read" oraz żeby miała pojęcie o tym, jak wygląda literatura współczesna, z naciskiem na polską literaturę współczesną.

Dodatkowo, ważną zasadą wg mnie jest kłaść nacisk na to, żeby książki obowiązkowo zadawane w szkole nie zniechęcały młodzieży do czytania ogólnie, ale wręcz przeciwnie. Dlatego moja odpowiedzią na pytanie czy dzieci w gimnazjum powinny czytać "Krzyżaków" Sienkiewicza jest - nie. Dlaczego? Ta książka jest po prostu nudna (przepraszam, jeżeli obraziłam gusta czytelnicze któregoś z czytających tego posta, mówię tu o mojej subiektywnej ocenie oraz o najczęściej spotykanych wypowiedziach na temat tej książki wśród uczniów gimnazjum) i może kiedyś budziła w narodzie ducha patriotyzmu, walki o swoje, przypominała o czasach świetności Polski, dzięki czemu naród wytrwał pod jarzmem najeźdźcy, ale teraz jest to nie do końca potrzebne. Dlatego dobrze jest znać tę książkę. Nauczyciel powinien dołożyć wszelkich starań, żeby na lekcji przekazać wiedzę na jej temat tak, aby uczeń nie tylko wiedział o czym jest ta książka i dlaczego jest taka ważna, ale też może usiadł w domu i dobrowolnie do niej zajrzał? A Sienkiewicza można poznać ze strony dużo przyjaźniejszej za pomocą "Latarnika". Może to marzenia ściętej głowy, jednak teza, za którą optuję jest prosta - zmuszając młodzież do czytania tej nudnawej cegiełki nie sprawimy, że wszyscy ją magicznie przeczytają, a bliżej od tego jesteśmy do zniechęcenia ogólnie do czytania. Prymusi i tak, odpowiednio zachęceni, zajrzą do niej. Ale osoby, które są mało zainteresowane tą tematyką, zmuszone do czytania pozostaną przy streszczeniu, jeżeli to. To samo niestety muszę powiedzieć o "Panu Tadeuszu". Zapoznajmy się z tą książką, weźmy ją do ręki, nauczmy się inwokacji na pamięć, obejrzyjmy wspólnie film na lekcji, a osoby, które dodatkowo ją przeczytają wynagrodźmy szóstką. A dzieła Mickiewicza poznajmy np. dzięki krótszym sonetom.

Jestem pewna, że opinia taka wzbudzi odrazę wielu osób, które przez wszystkie obowiązkowe książki przebrnęły, zapamiętały sporo cytatów, poczuwają się do przynależności elity intelektualnej, dobrze wykształconych (przynajmniej z języka polskiego i historii) i oczytanych. Można się śmiać teraz z ludzi, którzy nie wiedzą kto to był Zbyszko z Bogdańca. Ale po co? Poznajmy historię Polski w inny sposób, a czytanie uczyńmy milszym i ciekawszym w szkołach. Będzie to na pewno bardziej rozwojowe, poszerzające horyzonty niż zniechęcenie do "cegiełek" do końca życia.

Czy to znaczy, że młodzież ma czytać tylko miłe czytadła do poduszki? Nie, zdecydowanie nie. Jest wiele książek (głównie zagranicznej klasyki z bliższych nam czasów niż średniowiecze, nazwiska autorów wymienione powyżej), które nie tylko uczą myśleć, rozumieć, ale też sprzedają trochę nowych idei. Weźmy takiego Orwella, który nie znajduje się w lekturach szkolnych, a który jest idealnym pretekstem do dyskusji dot. historii Polski drugiej połowy XX wieku. Weźmy "Lalkę" Prusa, którą większość czytała z chęcią (jeżeli nie byli już zniechęceni do czytania ogólnie). Weźmy Lema, Orzeszkową, Austen, Christie, Conrada...

Paris - Bibliothèque publique d'information au Centre Pompidou et lecture en France


W Polsce biblioteką, którą często stawia się jako przykład jest warszawski BUW. Jest modny, ludzie lubią tam przebywać i spędzać czas, mają możliwość korzystania z szerokiego księgozbioru, spotkania się ze znajomymi w kawiarniach znajdujących się w tym samym, co biblioteka budynku, czy pospacerowania po ogrodach mieszczących się na jej dachu. Wiele osób do określenia mody na przebywanie w BUW-ie używa słowa "buwing", które pejoratywnie opisuje to zjawisko. Wynika z niego, że jest to bardziej moda na miejsce, w którym warto się pokazać niż moda na czytanie książek, co mija się z celem istnienia i funkcjonowania tej instytucji. Wiele dyskusji się na ten temat toczy w warszawskim i nie tylko środowisku. BUW ma swoich wielkich miłośników i zagorzałych przeciwników. Właściwie nie wiem, w którym miejscu sama się plasuję.
W Paryżu miejscem, do którego porównałabym BUW jest centralna biblioteka publiczna znajdująca się w nowoczesnym budynku Centrum Pompidou. Już sama lokalizacja kojarzy się z nowoczesnością i świeżością. Bibliothèque publique d'information to miejsce modne, w którym warto się pokazać, zwłaszcza dobrze ubranym. Ale jest to też świetna biblioteka. Po pierwsze to naprawdę wielki obszar wypełniony po brzegi książkami z różnych dziedzin (podzielonych w dosyć intuicyjny, tematyczny sposób), komputerami, multimediami i innymi dodatkami, tj. telewizory (z międzynarodową telewizją).

BIBLIOTEKA W LICZBACH:

Bibliothèque publique d'information to:
- 3 piętra,
- 10 000 m2 przestrzeni,
- 2 100 miejsc siedzących,
- 14 km półek
- 400 stanowisk do pracy,
- 62 godziny otwarcia na tydzień,
- 10 punktów informacji,
- 5 400 użytkowników dziennie,
- 300 000 odwiedzających stronę na miesiąc,
-11 kanałów telewizyjnych,
-2 000 wyselekcjonowanych stron internetowych, baz i multimediów,
- 400 000 książek, dokumentów i drukowanych materiałów: 350 000 książek, 2 500 różnorodnych magazynów, gazet i periodyków, 7 000 map i planów, archiwa zdigitalizowanych artykułów i bazy danych, 1 900 muzycznych plików, 13 000 płyt kompaktowych, 2 000 audiobooków, 2 250 filmów dokumentalnych, 250 filmów animowanych, 550 filmów dotyczących sztuki, 400 programów komputerowych,, 1 500 materiałów do nauki 220 języków... !
To wszystko robi ogromne wrażenie. Jednak jeszcze większe wrażenie robi wizyta w bibliotece.

To instytucja skierowana do młodych, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie i rzeczywiście, wnętrze tej instytucji wypełnione jest po brzegi młodymi. Właściwie ciężko jest znaleźć wolne miejsce. Ludzie czytają, uczą się, pracują, oglądają, śpią na stołach... rozmawiają w trakcie przerwy na papierosa spędzonej na tarasie wychodzącym na plac przed Centrum Pompidou itp.

Mi najbardziej spodobał się regał z albumami, które tematycznie nawiązywały do wystaw mających miejsce obecnie w Paryżu, np. album z twórczością Chagalla, ze zdjęciami paryskich sukni Haute Couture itp.. To świetny pomysł na tzw. konwergencję instytucji kultury. Dzięki temu dowiedziałam się, jakie inne wystawy warto jest zobaczyć, a także pogłębiłam swoją wiedzę przed kolejnymi punktami do zwiedzenia. Poza tym ogromne wrażenie zrobił na mnie cały dział sztuki, w którym było pełno genialnych, wielkich formatem albumów, np. dotyczących obrazów Matisse'a czy Nowego Yorku, a także biograficznych różnych projektantów mody, m.in. Yves Saint Laurenta. Naprawdę świetne zbiory. Génial! Mogłabym tam spędzać całe dnie...

Biblioteka jest bardzo kolorowa, przyjemna dla oka i nie tylko - znajduje się w niej kilka tzw. "stref puf" gdzie można wygodnie posiedzieć i poczytać. Wszystko wizualnie jest bardzo dobrze rozplanowane i spójne.






















Ta biblioteka to także z pewnością miejsce spotkań towarzyskich, lansu, terytorium, w którym warto się bywać i pokazywać. Ludzie, żeby się do niej dostać w godzinach szczytu (w tym przypadku weekendy i wieczory), muszą odstać swoje w gigantycznej kolejce. Ale czy to wada? Wiadomo, biblioteka powinna służyć przede wszystkim do pracy z książkami i innymi materiałami. Jednak w czasach kryzysu czytelnictwa czy nie warto przyciągać potencjalnych czytelników na różne sposoby? M.in. poprzez wykreowanie mody na dane miejsce? Myślę, że wiążą się z tym przede wszystkim zalety - więcej młodych ludzi dotrze do książek, będzie miało z nimi kontakt i a nuż do nich zajrzy.

Co do samego czytelnictwa we Francji miałam dobre przeczucie, w momencie, gdy zobaczyłam, jak wielu bibliofilów kręci się przy przeróżnych paryskich księgarniach. Okazuje się, że 75% Francuzów czyta co najmniej jedną książkę w ciągu roku, a aż 38% powyżej 9, 25% pomiędzy 10-24, a 15%  więcej niż 25! Te wyniki są oszołamiające... nie będę tu przywoływać liczb dotyczących czytelnictwa w Polsce, bo aż mi wstyd i głupio. Skąd się bierze taki świetny wynik we Francji? Możliwe, że jest to rezultat odpowiedniej polityki ministerstwa kultury, które inwestuje duże pieniądze w promocję czytelnictwa, programy stypendialne dla pisarzy i tłumaczy oraz biblioteki. Może to właśnie dzięki takim ośrodkom, jak Bibliothèque publique d'information czytelnictwo we Francji po prostu zadziwia swoim poziomem? Sama nie wiem. Moim marzeniem jest, żeby w przyszłości ten trend przyszedł do Polski. Chciałabym już niedługo w Warszawie i innych polskich miastach spotykać ludzi zaczytanych w parkach, buszujących wśród książek w rozmaitych księgarniach, stojących w ogromnych kolejkach do bibliotek...

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

W kwietniu właściwie każdego dnia można świętować jakieś specjalne międzynarodowe święto. Jednak dziś jest szczególny powód - książki. Siedzę właśnie w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (powszechnie znanej jako BUW) i otoczona książkami zamyśliłam się nad tym, jak ważne w moim życiu były różne lektury.

Ostatnią książką, jaką przeczytałam był "Trainspotting". Jak większość osób już kiedyś kiedyś obejrzałam film, który był adaptacją tej powieści. Bardzo mi się podobał, dlatego po latach, gdy wreszcie znalazłam na to czas, sięgnęłam po książkę. Co rzadko się zdarza - film dorównuje książce, a książka filmowi. Choć ja z oczywistych względów wolę książkę, bo po prostu bardziej przeżywam wszystko, co czytam, niż to, co oglądam. Książka nie jest łatwym materiałem do czytania, zwłaszcza jeżeli ktoś bardzo stroni od przekleństw. Ja nie używam takiego języka na co dzień, a mimo to przebrnęłam przez te wszystkie zlepki brzydkich słów bez żadnego problemu, ponieważ, co się znowu rzadko zdarza - przekleństwa, gwara, błędy językowe są tu jak najbardziej uzasadnione i na miejscu. Odzwierciedlają rzeczywistość, jaka otacza środowisko ćpunów z Edynburgu. Chaotyczną, brudną, nieuporządkowaną, pełną sprzecznych uczuć i niezrozumienia, a czasami po prostu śmieszna. Książka jest naprawdę bardzo dobra. Z jednej strony opowiada o tak odległej rzeczywistości, przecież każdy człowiek uznaje, że tak ciężkie narkotyki jak heroina, są gdzieś totalnie poza nim. Z drugiej jednak przedstawia problemy tak bliskie i zwyczajne, które widzimy każdego dnia. Problemy z określeniem swoich uczuć, ze szczerością, z nałogiem, z wolną wolą, z relacjami z innymi ludźmi, którzy są przecież tak różni. Nasuwa mi się trochę porównanie z brutalnym opisem rzeczywistości, jakiego dokonuje Masłowska (btw bardzo polecam jej ostatnią pozycję "Kochanie, zabiłam nasze koty"), jednak niech przeciwnicy Masłowskiej nie zniechęcają się do "Trainspottingu" tym porównaniem.

Inną książką, jaka przychodzi mi teraz do głowy jest seria powieści z dzieciństwa - "Opowieści z Narnii". Nie wiem, czemu akurat teraz przyszła mi na myśl. Może dlatego, żeby oddalić się od ponurej rzeczywistości Edynburga. To idealna książka dla dzieci, ale nie tylko. To historie, które potrafią wciągnąć czytelnika w każdym wieku. Najlepszą recenzję dotyczącą filozoficznego dna dla dorosłych w "Opowieściach z Narnii" znajdziecie tutaj.
Kolejną wybitną książką, a raczej serią książek, o której warto wspomnieć jest "Gra o tron", która swoją niesamowitą popularność zyskała dzięki serialowi, który również btw bardzo polecam. Martin, autor sagi, jest wg mnie współczesnym Tolkienem. Jego świat jest tak wielki, niesamowity, złożony i spójny, że właściwie to się w głowie nie mieści. Wielość wątków, każdy zupełnie inny, charakterny i wciągający, jest po prostu powalająca. Zwroty akcji, zupełnie nieznane wcześniej "cliffhangery". Na razie dopiero jestem na początkach walki o tron, jednak do Paryża zamierzam zabrać ze sobą kolejne tomy i je pochłonąć w całości w wolnych chwilach odpoczynku. Już nie mogę się doczekać.
Na ten moment nie przychodzi mi do głowy więcej książek, o których mogę teraz napisać. Na mojej liście książek do przeczytana piętrzy się jeszcze bardzo duuużo pozycji, m.in. właśnie Murakami. Za to polecę zdecydowanie portal, na którym znajdziecie wiele dobrych recenzji, ocen, poleceń, będziecie mogli założyć własne półki z książkami, zaznaczać, co już przeczytaliście (z wiekiem coraz bardziej przydatne narzędzie;) ) itp. To portal Lubimy Czytać.



Książka towarzyszy mi każdego dnia. Oprócz tego, że naprawdę dużo czytam, to jeszcze często odwiedzam biblioteki, księgarnie czy popularne ostatnio kawiarnie z książkami. Moją ulubioną jest oczywiście "Kafka" na Oboźnej. Chętnie o niej napiszę w ramach cyklu ulubione miejsca, bo jest to moja ulubiona kawiarnia w całej Warszawie. Ach... te najlepsze naleśniki i ogromna Inka!



Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich  to  ustanowione w 1995 roku przez UNESCO doroczne święto mające na celu promocję czytelnictwa, edytorstwa i ochronę własności intelektualnej prawem autorskim. Poniżej kilka infografik z ciekawostkami dotyczącymi książek.


A na koniec, w ramach ciekawostki, 5 praw Ranganathana, hinduskiego matematyka i bibliotekarza, dotyczące pracy bibliotekarza i funkcjonowania biblioteki.

1. Książki są po to, by z nich korzystać.

2. Daj każdemu czytelnikowi odpowiednią dla niego książkę.
3. Każda książka ma swojego czytelnika.
4. Oszczędzaj czas czytelnika.
5. Biblioteka jest żywym, rozwijającym się organizmem.




Zachęcam do wyjścia do biblioteki!

W drodze


"W drodze". Wg mnie książka o niebo przewyższa film, ale właściwie na palcach jednej ręki można policzyć lepsze ekranizacje od pierwotnej wersji książkowej, także nie zdziwiło mnie to.
Książka jest bardzo ciekawa, wciągająca, dynamiczna. Film też, jednak wielość postaci i scen miesza się widzowi w jeden chaotyczny obraz buntowników, którzy dużo podróżują. Nie wiem jednak, czy dałoby się tę książkę przedstawić lepiej. Po prostu materiał jest baaardzo obszerny. Także polecam zarówno książkę, jak i film w deszczowe spokojne dni (takie jak dziś) spędzane w domu lub, właśnie, w drodze :)


Znalazłam ciekawą infografikę, która wizualizuje treść pierwszej części książki "W drodze". Grafika pod tytułem "Literary organism" autorstwa Stefanie Posavec przedstawia strukturę tej części - podzielona jest na rozdziały, akapity, paragrafy, zdania, wyrazy... wg tematów. Wszystko wyróżnione kolorami. Koncept świetny.



Kilka inspiracji związanych z książką i filmem "W drodze":






A tu link do świetnego artykułu dotyczącego historii Carolyn Cassady, która w książce Kerouac'a występuje jako Camille:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,11700372,Legend%20y_amerykanskie__Carolyn_Cassad%20y.html

Anna Karenina


"Anna Karenina" to klasyczna powieść psychologiczna napisana przez rosyjskiego twórcę Lwa Tołstoja. Jest to smutna historia rozgrywająca się w scenerii XIX-wiecznej Rosji. Główna historia tej powieści to losy Anny, kobiety z początku wiodącej spokojne, ułożone życie z mężem i synkiem. Błogą stabilizację burzy spotkanie z zalotnym Wrońskim. Główny wątek powieści i losy bohaterki stały się już archetypem kobiety, która walcząc o swoje szczęście wbrew konwenansom staje się postacią tragiczną.

Książka Lwa Tołstoja jest arcydziełem. Choć jest bardzo długa, naprawdę nie trzeba dużo czasu, żeby ją przeczytać. Ja przepadam za książkami opowiadającymi o XIX wieku, ten klimat mnie urzeka.






Ponad rok temu miałam przyjemność oglądać baletową interpretację tej powieści na deskach Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie. Muzykę do sztuki napisał Rodin Szczedrin, dyrygował Evgeny Volynsky, a w roli głównej bohaterki wystąpiła Marta Fiedler. Balet był przepiękny. Zarówno sceny zbiorowe, jak i duety miłosne. Piękna sceneria, której zdecydowanie udało się oddać klimat XIX-wiecznej Rosji. Choreografia idealnie oddawała rozdarcie emocjonalne Anny Kareniny, a na scenie przez cały czas trwania spektaklu widać było silne emocje. Z notatki znajdującej się na stronie TW-ON: "Niepohamowany poryw miłości w konfrontacji z poczuciem odpowiedzialności za rodzinę i z normami moralnymi XIX-wiecznej Europy. Czy dzisiaj Annie byłoby łatwiej w jej sytuacji życiowej – oto pytanie, jakie wciąż powraca mimo upływu lat i przemian obyczajowych XX wieku." Ta przejmująca historia miłosna pozostawia na współczesnym widzu wiele pytań.





W piątek 23 listopada na ekrany kin weszła nowa interpretacja powieści Lwa Tołstoja "Anna Karenina". 




Film również bardzo mi się podobał. Przede wszystkim ze względu na historię, którą opowiadał. Po drugie ze względu na moją sympatię do filmów kostiumowych. Po trzecie za to, w jaki sposób ta historia została opowiedziana. Film Joego Wrighta jest dynamiczną sekwencją ujęć połączonych z piękną ścieżką dźwiękową. Pomimo, że nie był to balet, cały świat przedstawiony w jego "Annie Kareninie" tańczy. Janusz Wróblewski z "Polityki" napisał: "To inteligentna gra, wykorzystująca teatralny dystans do stworzenia płynnej, postmodernistycznej narracji, operującej groteską, ironią czy musicalowym dowcipem." Zupełnie podpisuję się pod tymi słowami. Konwencja tego filmu wprowadza zupełnie nową jakość do świata filmów kostiumowych. A świetna obsada aktorska tylko dodaje temu wszystkiemu animuszu. Ach, co ważne bardzo - przepiękne kostiumy. Keira Knightley w każdej scenie wygląda zjawiskowo. Choć nie wszystkie elementy jej stroju bezpośrednio nawiązują do carskiej Rosji (np. naszyjnik ze sztucznych pereł), jednak jest to spójne z całą konwencją filmu, w której zaburzony jest porządek i "teatralność" filmu daje uzasadnienie do wszystkich sztucznych i przejaskrawionych elementów.





książki na październik i gorąca czekolada

Kiedy jesienią za oknem pada deszcz spędzając czas w domu, nie ma lepszego czasu na nadrobienie zaległości w czytaniu czy oglądaniu filmów. Dziś trochę o książkach i albumach.
Wystarczy wygodny fotel, kocyk, szklanka herbaty, kakaa czy gorącej czekolady no i oczywiście jakaś dobra książka. Ta jesienna plucha na zewnątrz pozwala totalnie zanurzyć się w świat lektury. Jesień to chyba najlepszy czas na czytanie. Na mnie czeka już trochę książek i albumów na ten miesiąc.

książki i albumy na jesień

A dodatkowo zamieszczam przepis na przepyszną pikantną gorącą czekoladę:

Składniki z opisem czynności:
-500 ml mleka zacząć gotować w rondelku
-dodać 200 ml śmietanki 36% i doprowadzić do wrzenia
-dodać połamaną tabliczkę gorzkiej czekolady 76%
-dodać 3 łyżki cukru pudru
-doprawić szczyptą chilli pieprz cayenne i cynamonu

Cały czas mieszać. Kiedy czekolada będzie już ładnie rozmieszaną, gęstą masą zakończyć gotowanie i przelać do wcześniej schłodzonych filiżanek. Podawać od razu ze szklanką wody mineralnej do popijania.

Paryż





Czytając książkę "Anglik w Paryżu: edukacja kontynentalna" Michaela Sadlera zaczęłam mocniej marzyć o wizycie w Paryżu. To przezabawna opowieść o Francji, tamtejszej kulturze, ludziach, ich przyzwyczajeniach, zachowaniach oraz nade wszystko o tradycyjnym dla tego kraju jedzeniu i związanymi z tym rytuałami. Proza Sadlera jest lekka i przyjemna, dobra na zimowy wieczór i inspirująca do marzeń o tym magicznym mieście.

Autor opisał w książce kilka niezwykłych miejsc w Paryżu, do których należy się wybrać. Na podstawie subiektywnego wyboru niektórych z nich oraz mojej opinii w kolejnym poście opiszę kilka obowiązkowych punktów, które należy odwiedzić, będąc w Paryżu.