"Czas wolny" w Zachęcie i Emiliana Torrini

W Narodowej Galerii Sztuki "Zachęta" do 22 września będzie miała miejsce genialna wystawa fotografii z czasów PRL-u pt. "Czas wolny". Na wystawie znajdują się zdjęcia autorstwa świetnych polskich fotografów tj. Bogdan Łopieński, Tadeusz Rolke czy Jan Morek. Fotografie są jakby wycinkami z życia ludzi żyjących w tamtych czasach. To inna Polska niż ta, której obraz pojawia się w mojej głowie, gdy myślę o PRL-u. Ludzie na fotografiach są inni niż wzorowi robotnicy, obywatele budujący socjalizm. Czas wolny pokazuje ich zwykłą, podobną do współczesnej, naturę ludzką.


Fotografie są specyficznym reportażem ze spędzania czasu wolnego w PRL-u, "nieoficjalnym portretem PRL-u". Bohaterowie zdjęć odpoczywają, sami decydują o swoim czasie. Są z jednej strony ograniczeni okolicznościami PRL-u, z drugiej wolni duchem, swobodnie dysponują sobą, wykorzystując wyobraźnię, dostępne niewygórowane możliwości. Niektóre z tych fotografii przedstawiają dziwaczne, zabawne lub niepokojące sytuacje. Wszystkie natomiast pokazują nam zwykłe życie, prawdziwe i naturalne. Dla mnie najbardziej dojmujące było to, że ludzie na tych fotografiach są w większości zadowoleni, zajęci zwykłymi prostymi czynnościami, radość dają im zwykłe proste elementy prozy życia, których wagę tak często podkreślam, a o której w dzisiejszym świecie tak często się zapomina. Ta naturalność ujęć, prawdziwość ludzi znajdujących się na fotografiach jest wręcz wzruszająca. Dlatego uważam, że wystawa ta jest jedną z najbardziej udanych wśród wystaw, które widziałam do tej pory w Zachęcie.

Zdjęcia prezentowane na wystawie, wcześniej wykorzystywane były jako ilustracje do przeróżnych artykułów, wywiadów, reportaży, w najrozmaitszej prasie dostępnej w PRL-u.
Poniżej kilka fotografii wystawy oraz zdjęć znajdujących się na wystawie znalezionych na stronie Zachęty bądź w Internecie:
Jedna z moich ulubionych piosenkarek, Emiliana Torrini, wydała nową płytę. "Tookah", bo taki jest jej tytuł, to podobno idealny soundtrack na jesienne wieczory. To jak zwykle rozleniwiające, melancholijne dźwięki akustycznej gitary i perkusji dopełnione są delikatnym i klimatycznym głosem Torrini. Mi bardzo podoba się również okładka płyty - profile Emiliany Torrini połączone w twarz jakiegoś azteckiego stworka, jest spójna z tym, co słyszymy na płycie - trochę klimatów mitycznie, ludowo, ale w tle z prostotą i łagodnością. Poniżej "Speed of Dark", jeden z singli na nowej płycie.

Morze

Nie byłam w te wakacje nad morzem, a bardzo żałuję. Tęsknię za falami, uczuciem delikatnego piasku pod stopami, dużym wiatrem, zimnem wody, pięknym niebem i dalekim horyzontem, spacerami rano, biegami wieczorem...


Kolekcje jesień-zima

Moją ulubioną kolekcją na ten sezon jest Burberry Prorsum, gdzie królują słodkie serduszka, panterka, paski, burgund, beże i brązy. Jak zwykle jest to pomieszanie elegancji z nonszalancją, oxfordzko-paryski styl. Od sławnej kraty tej brytyjskiej marki wolę te śliczne serduszka, które mam nadzieję na torebkach i innych dodatkach wpiszą się na stałe w kanon burrberrowski
Innymi kolekcjami na ten sezon, które przypadły mi najbardziej do gustu są DKNY z kultową już Carą oraz moje ukochane Dolce&Gabbana.
Cara wcieliła się w kampanii DKNY już po raz drugi w rolę prawdziwej mieszkanki Nowego Jorku. Bardzo podoba mi się ten luźny, miejski styl. Duże swetry i kurtki, kaszkietówki, obcisłe rurki, a wszystko utrzymane w basicowych kolorach - szarościach, czerni i granatach.
Kampania Dolce&Gabanna to jak zwykle włoskie, romantyczne klimaty. Ten włoski duet zdecydował się na trochę kontrowersji wykorzystując w swojej kolekcji motywy chrześcijańskich ikon, a sesję umieścił w krużgankach zakonnych z zaaferowanymi księżmi w tle. Mimo to koronka, cekiny, czernie, szarości, złoto i czerwień bardzo do mnie przemawiają, a ikony w formie nadruków na sukienkach dalekie są od profanacji, wg mnie bliżej im raczej do chrześcijańskich inspiracji.
I tym razem moda sprawiła, że jesień (choć na dworze zrobiło się już naprawdę nieprzyjemnie - mokro i zimno) nie jest taka straszna. Dodatkowo Paryż nauczył mnie nie przejmować się taką pogodą - wystarczą dobre buty i parasolka, oraz coś do zawinięcia szyi i gotowa jestem jesienią podbijać świat.

Ciasteczka owsiane i Moby


Nikt nie zaleca dojadania. Ja też należę raczej do przeciwników trzymania w pobliżu różnorodnych przekąsek, po które w uzależniający sposób sięga się i sięga, nie wiedząc właściwie kiedy zjadło się całą masę nie wiadomo czego. Ale jeżeli już mamy coś dojadać, bo po prostu musimy, np. w trakcie towarzyskiego spotkania przy herbatce czy gorącej czekoladzie, warto zdecydować się na jakąś sensowną przekąskę, która nie tylko nie jest zła, ale też ma w sobie jakieś wartości wspomagające naszą dietę. Sensowne są np. ciasteczka owsiane z bakaliami. Dlatego poniżej przepis na ową smaczna i zdrową, a także sycącą i poprawiającą trawienie przekąskę. W poprzednim poście pisałam o idealnym połączeniu owych owsianych ciasteczek z malinowo-bananowym koktajlem.
Ciasteczka owsiane z bakaliami:
Składniki:
-pół kostki margaryny
-4 łyżki brązowego cukru trzcinowego
-2 jajka
-1/2 szklanki płatków owsianych
-1/2 szklanki otrębów żytnich
-1 szklanka mąki żytniej
-1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-bakalie: orzechy laskowe, orzechy pekan, pinia, ziarna słonecznika, siemię lniane, sezam, suszona żurawina, rodzynki, suszony ananas

Sposób przygotowania:
1. Margarynę zmiksować z cukrem, dodać jajka i dalej miksować.
2. Mieszając dokładnie masę dodawać po kolei kolejne składniki: płatki, otręby, mąka z proszkiem do pieczenia, bakalie.
3. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładać i formować ciasteczka, włożyć do nagrzanego piekarnika.
4. Piec w 180 st. przez 20 minut.

Jestem zupełnie zachwycona delikatną muzyką w wykonaniu Moby'ego. To niby taki "skansen", a jednak odkrywam go zupełnie na nowo. Dzisiaj śliczny utwór "Find my baby" z 2000! roku.

Koktajl malinowo bananowy i genialna Nina Simone


Wrześniu, trwaj wiecznie! W ostatnich dniach pogoda nas rozpieszcza. Każdy spacer, bieganie, wyjście na rower czy po prostu do sklepu za rogiem (BTW ze względu na ciągłe bankructwa małych sklepów spożywczych i boom sklepów alkoholowych niedługo stwierdzenie "idę do sklepu za rogiem po butelkę..." nie będzie kończone słowem "mleka", ale "wódki/piwa/wina...") jest tak przyjemny, że nie da się oprzeć ochocie spędzania prawie całych dni na dworze.
Na takie piękne wrześniowe dni najlepszy jest oczywiście zimny koktajl i intrygujący głos Niny Simone. Ach, dobry jest też genialny serial z rewelacyjną rolą Kevina Spacey'a "House of cards", ale o tym nie dzisiaj, gdyż tak naprawdę na takie dni nie jest wcale dobry, bo ogranicza wolny czas spędzony na dworze punktując na rzecz zostania w domu przed komputerem... Dobre są także owsiane ciasteczka. Połączenie tego koktajlu z nimi jest po prostu genialne, ale przepis na nie zamieszczę dopiero w kolejnym poście.Także dzisiaj tylko o koktajlu bardzo wczesno-jesiennym z wrześniowych malinek.


 Koktajl malinowo-bananowy:
- 2 banany
- 250 g malin
- 2 Danio waniliowe
- 1/2 szklanki mleka
- 2 łyżki miodu
- 5 kostek lodu


Wszystko razem zmiksować i voila, najpyszniejszy koktajl gotowy. Polecam przelać do kubka na wynos i zabrać ze sobą na przejażdżkę rowerową bądź spacer.

Dodatkowo dzisiaj trochę genialnej muzyki w postaci pięknej piosenki "Sinnerman" w wykonaniu Niny Simone.


Książki, lektury

Zaczął się rok szkolny, a wraz z nim wróciła dyskusja dotycząca nowych podstaw programowych. Jakiś czas temu świadomie zrezygnowałam ze śledzenia najnowszych newsów z polityki. Zdałam sobie sprawę, że zazwyczaj jest to tylko osłona dymna dla prawdziwych spraw, które powinny mnie interesować. Dlatego od ponad 5 lat nie posiadam telewizji - pierwszego "ogłupiacza" Polaków, przestałam czytać gazety "ogólnotematyczne", a wiedzę o świecie (do ignorancji mi daleko - interesuje mnie Polska oraz to, co się dzieje w prawdziwej polityce, zwłaszcza w sprawach gospodarczych) czerpię głównie z Internetu, gdzie wg mnie panuje prawdziwy pluralizm i przy odpowiednim podejściu można znaleźć wiele rzetelnych i dobrych tekstów.

Nie chcę się tu bawić w politykowanie, jednak za namową mamy zdecydowałam się na podjęcie i analizę tematu związanego ze zmianami w kanonie lektur szkolnych. Kocham książki. Uważam, że jest to jedna z najbardziej rozwijających rozrywek. Wpływa ona pozytywnie nie tylko na poszerzenie słownictwa, ale też rozwinięcie wyobraźni, posługując się banałami rozszerza horyzonty poprzez ukazanie różnego sposobu patrzenia na świat, rozwija myślenie poprzez nowe pojęcia i idee, uczy i dostarcza informacji, polepsza empatię, pomaga zrozumieć siebie i innych oraz mechanizmy, które rządzą wszechświatem. Zalety czytania książek ciągną się w nieskończoność. Jest to niesprzeczne i niezależne od tego czy są to książki papierowe, elektroniczne itp.

Dlatego, że książki są tak niesamowite, każdy myślący człowiek chciałby przeczytać ich jak najwięcej. Wg danych Google z 2010 roku (który za cel postawił sobie digitalizację wszystkich książek świata) jest aż 129 864 880 tytułów wydanych na całym świcie tylko w czasach nowożytnych (ile jest ogólnie obecnie...? chyba nikt nie jest w stanie tego policzyć, nawet Google). To wielka liczba. Pewnym jest, że wszystkiego nikt nie da rady przeczytać nawet w sytuacji poświęcenia całego życia na czytanie (po co te wszystkie zalety książek jeśli nie można by było ich wykorzystać w "realnym" świecie? :p). I tu zaczynają się wybory. Co czytać, czego nie? Do których pozycji każdy powinien zajrzeć, a które wręcz warto znać na pamięć w celu rzucania cytatów na lewo i prawo? Które omijać z daleka, a które poznać jak wroga by wiedzieć czego się bać? Co jest tzw. klasyką (Mark Twain o klasyce lubił wypowiadać się, że są to książki, którymi wszyscy lubią się chwalić, ale nikt ich nie czyta :p ). Do tego dochodzi element podejmowania decyzji za przyszłego czytelnika - przez rodzica, bibliotekarza i ... no właśnie, nauczyciela. I tu jest pies pogrzebany, także przechodzę do sedna sprawy.

Jakie książki mają się znaleźć w kanonie lektur szkolnych? W jakich klasach powinno omawiać się jakie książki? Decyzje związane z ustaleniem kanonu lektur szkolnych należą do bardzo trudnych, ponieważ wiążą się z odpowiedzialnością i ... ogromną selekcją. Z jakichś tytułów będzie trzeba zrezygnować. Tylko z których? Czas spędzony w szkołach jest ograniczony, dzieci z natury są leniwe, niektóre tematy są za "ciężkie" do miłej lektury, inne niczego nie nauczą, więc nie warto do nich zaglądać, jedne rozkochują w akcie czytania, inne zaś na dobre zniechęcają do zaglądania do książek. Patrząc na moje doświadczenie czytelnicze, zarówno własne, jak i to zaobserwowane wśród bliskich oraz w bibliotekach zaczynam mieć pewne wyobrażenie odnośnie tego, jakie podejście należy przyjąć przy budowie kanonu lektur szkolnych. Postaram się to przedstawić na zasadzie procentów.

W skład kanonu lektur szkolnych (w programie podstawowym) wg mnie powinny wejść:

20% - klasyka zagraniczna - m.in. Camus, Kafka, Saint-Exupéry, Hemingway, Orwell, Eco, Christie, Salinger, Bułhahow, Szekspir, Austen, Dostojewski, Wilde, Sofokles, Conrad, Milne, Dickens, Diderot, Voltaire

20% - klasyka polska - Lem, Fredro, Prus, Wyspiański, Mickiewicz, Orzeszkowa, Sienkiewicz, Żeromski, Witkacy, Słowacki, Konopnicka, Borowski, Reymont, Herling-Grudziński, Zapolska, Iwaszkiewicz, Nałkowska, Kraszewski, Białoszewski, Gombrowicz

10 % - zagraniczna literatura współczesna, np. Llosa, Marquez, Rowling, Martin

15% - polska literatura współczesna, np. Masłowska, Sapkowski, Mrożek, Wojtyła

15% - poezja zagraniczna (również współczesna), np. Baudelaire, Byron, Dante, Rimbaud, Pound, Plath

20% - poezja polska (również współczesna), np. Leśmian, Baczyński, Norwid, Kochanowski, Miłosz, Szymborska, Herbert, Kaczmarski (teksty piosenek)

Przepraszam za nieuporządkowanie nazwisk. Chodzi mi o "sztandarowe" tytuły wymienionych pisarzy, tj. Bułhakow "Mistrz i Małgorzata", Dostojewski "Zbrodnia i kara", Prusa "Lalka", przy okazji których można przedstawić również inne tytuły danych twórców oraz zachęcić do zajrzenia do nich.

Zdaję sobie sprawę, że powyższa wymienianka nie jest odpowiedzią na pytanie co tak naprawdę jest klasyką i co uczniowie powinni wiedzieć kończąc szkołę. Jest to jednak pewne ogólne spojrzenie, w którym kierunku należy iść. Istotne dla mnie jest to, żeby młodzież kończąc szkołę znała tytuły znajdujące się w rankingach typu "must read" oraz żeby miała pojęcie o tym, jak wygląda literatura współczesna, z naciskiem na polską literaturę współczesną.

Dodatkowo, ważną zasadą wg mnie jest kłaść nacisk na to, żeby książki obowiązkowo zadawane w szkole nie zniechęcały młodzieży do czytania ogólnie, ale wręcz przeciwnie. Dlatego moja odpowiedzią na pytanie czy dzieci w gimnazjum powinny czytać "Krzyżaków" Sienkiewicza jest - nie. Dlaczego? Ta książka jest po prostu nudna (przepraszam, jeżeli obraziłam gusta czytelnicze któregoś z czytających tego posta, mówię tu o mojej subiektywnej ocenie oraz o najczęściej spotykanych wypowiedziach na temat tej książki wśród uczniów gimnazjum) i może kiedyś budziła w narodzie ducha patriotyzmu, walki o swoje, przypominała o czasach świetności Polski, dzięki czemu naród wytrwał pod jarzmem najeźdźcy, ale teraz jest to nie do końca potrzebne. Dlatego dobrze jest znać tę książkę. Nauczyciel powinien dołożyć wszelkich starań, żeby na lekcji przekazać wiedzę na jej temat tak, aby uczeń nie tylko wiedział o czym jest ta książka i dlaczego jest taka ważna, ale też może usiadł w domu i dobrowolnie do niej zajrzał? A Sienkiewicza można poznać ze strony dużo przyjaźniejszej za pomocą "Latarnika". Może to marzenia ściętej głowy, jednak teza, za którą optuję jest prosta - zmuszając młodzież do czytania tej nudnawej cegiełki nie sprawimy, że wszyscy ją magicznie przeczytają, a bliżej od tego jesteśmy do zniechęcenia ogólnie do czytania. Prymusi i tak, odpowiednio zachęceni, zajrzą do niej. Ale osoby, które są mało zainteresowane tą tematyką, zmuszone do czytania pozostaną przy streszczeniu, jeżeli to. To samo niestety muszę powiedzieć o "Panu Tadeuszu". Zapoznajmy się z tą książką, weźmy ją do ręki, nauczmy się inwokacji na pamięć, obejrzyjmy wspólnie film na lekcji, a osoby, które dodatkowo ją przeczytają wynagrodźmy szóstką. A dzieła Mickiewicza poznajmy np. dzięki krótszym sonetom.

Jestem pewna, że opinia taka wzbudzi odrazę wielu osób, które przez wszystkie obowiązkowe książki przebrnęły, zapamiętały sporo cytatów, poczuwają się do przynależności elity intelektualnej, dobrze wykształconych (przynajmniej z języka polskiego i historii) i oczytanych. Można się śmiać teraz z ludzi, którzy nie wiedzą kto to był Zbyszko z Bogdańca. Ale po co? Poznajmy historię Polski w inny sposób, a czytanie uczyńmy milszym i ciekawszym w szkołach. Będzie to na pewno bardziej rozwojowe, poszerzające horyzonty niż zniechęcenie do "cegiełek" do końca życia.

Czy to znaczy, że młodzież ma czytać tylko miłe czytadła do poduszki? Nie, zdecydowanie nie. Jest wiele książek (głównie zagranicznej klasyki z bliższych nam czasów niż średniowiecze, nazwiska autorów wymienione powyżej), które nie tylko uczą myśleć, rozumieć, ale też sprzedają trochę nowych idei. Weźmy takiego Orwella, który nie znajduje się w lekturach szkolnych, a który jest idealnym pretekstem do dyskusji dot. historii Polski drugiej połowy XX wieku. Weźmy "Lalkę" Prusa, którą większość czytała z chęcią (jeżeli nie byli już zniechęceni do czytania ogólnie). Weźmy Lema, Orzeszkową, Austen, Christie, Conrada...

Paris - éléments simples de la prose de la vie

Wyjazd do Paryża uświadomił mi, że życie składa się z prostych, małych elementów, które decydują o naszym szczęściu.
Życie, mimo że jest piękne, samo z siebie na co dzień nie relaksuje i nie rozpieszcza. Dlatego większość z nas ma swoje małe, rozkoszne, choć proste (może właśnie w tej prostocie skrywa się cały sekret) elementy prozy życia. Poniżej moja mała prywatna konfesja dotycząca dziwnych relaksujących zwyczajów. Temat może nie jest bardzo związany z Paryżem, ale to cudowne miasto każdego dnia przypomina mi o tym, jak bardzo ważne jest doceniać w swoim życiu właśnie te najmniejsze i najprostsze elementy, bo to one, wg mnie, dają poczuć, że się żyje.

Do moich prostych rytuałów, które budują szczęście w prozie życia należą:

Pękanie łyżeczką skorupki na crème brûlée. Stąpanie po zamarzniętej kałuży. Chodzenie po skrzypiącym śniegu. Robienie "kurka czy kogucik" z przydrożnych trzcin.

Wąchanie kwiatów w kwiaciarni. Noszenie wszędzie ze sobą w kieszeni próbek ulubionych perfum. Zapach i odgłosy iglastego lasu.

Pękanie bąbelków w folii bąbelkowej. Pstrykanie chwastami które się zwijają w małe serpentyny rozrzucając nasiona. Pykanie białymi kulkami z krzaków, których nazwy nie pamiętam.

Picie kakaa z rana zajadając melonem. Sączenie białego schłodzonego wina w gorący dzień nad rzeką.

Kąpiel o poranku nago w stawie, na odludziu, blisko natury i samej siebie. Głaskanie męża z rana po twarzy całej we wzorki odbitych z poduszki. Delikatne gładzenie wody płynąc żaglówką.

Wybieranie kolorów lakierów do paznokci w połączeniu z wyborem nazw lakierów Essie.

Ugniatanie dłońmi ciasta na tartę w foremce. Przyprawianie pachnącymi przyprawami różnych potraw. Prażenie ziaren słonecznika.

Słuchanie bardzo głośno ulubionego utworu na wielkich słuchawkach na łonie natury. Gra na pianinie utworów, które sprawiają, że zapominam o trudnościach z graniem i bardziej ich słucham, niż gram. Usłyszenie swojego ulubionego utworu granego przez grajka/zespół na ulicy w ładnym wykonaniu.

Uczucie melancholii i spełnienia przy przeczytaniu w ekspresowym tempie ostatniej strony książki, zamknięcie jej i wzięcie głębokiego oddechu.

Układanie się wygodnie w fotelu kinowym czując wokół zapach popcornu, nasłuchując powoli uciszających się rozmów, a następnie obserwując reakcje zaciekawionych widzów.

Widok bliskiej osoby po długim czasie niewidzenia się. Dźwięk śmiechu członków rodziny i przyjaciół. Widok śpiących sióstr lub siostrzenicy.



Zimny prysznic z pachnącym peelingiem po ogromnym wysiłku. Odzyskanie energii w trakcie biegania wraz z puszczeniem ulubionej energicznej piosenki. Uczucie zimnego wiatru, prędkości i pędu w trakcie jazdy na snowboardzie.

Wiele takich momentów przychodzi mi do głowy. Są to pewnego rodzaju rytuały, które przywracają mnie do życia, zatrzymują czas, dają uczucie poruszenia, doniosłości, z jednej strony powagi, a z drugiej wesołości, figlarności życia. Paryż nauczył mnie celebrować każdy z nich, pokazał mi ich wagę. La vie en rose!


Paris - conclusion

Tak, jest to już oficjalny koniec mojej kilkumiesięcznej przygody w Paryżu. Już zaczynam tęsknić, jednak z drugiej strony czuję, że był to wystarczający czas, bym poznała dosyć dobrze to miejsce, a także zupełnie się w nim zakochała. Dlatego też przyszedł czas na podsumowanie. Co mi się najbardziej podobało, co mniej, gdzie wrócę, co wspominam najlepiej itp. Poniżej krótkie podsumowanie - 8 kategorii po 5 miejsc niektóre wzmocnione zdjęciami. Podsumowanie to może być przydatne dla osób, które jadą do Paryża na kilka dni i nie mają czasu na pomyłki. Oczywiście jest ono jednak bardzo subiektywne.

Najlepsze miejsca do zwiedzania w Paryżu:
1. Musée de l'Orangerie
2. Musée d'Orsay
3. Centre Pompidou 
4. Musée de Cluny
5. Les Arts Décoratifs

Najlepsze jedzenie na mieście w Paryżu:
1. Chez Glaudines (bd Saint Germain 44) - największe i najpyszniejsze sałatki w Paryżu i przepyszne ślimaki
2. Leon (różne miejsca, sieciówka) - najlepsze miejsce na tanie i pyszne mule


3. wietnamczyk Pho Banh Cuon 14 (ave 129 Choisy, chińska dzielnica)
4. Crêperie Josselin (rue Montparnasse 67)
5. Falafele żydowskie (wiele miejsc na rue Rosiers)

Najlepsze miejsca do spacerów - ulice, trasy, dzielnice w Paryżu:
1. Rue Rosiers - dzielnica żydowska
2. Pola Marsowe, Wieża Eiffle'a i Ogrody Trocadero
3. Montparnasse - wieża, plac Denfert Rochereau, av René Coty, Montsouris, bd du Montparnasse, bd de Port Royal, rue Gaîté, bd Edgar Quinet, cmentarz Montparnasse...
4. Montmartre - Plac Pigalle, Sacre Coeur, Rue Lepic (Les 2 Moulins z "Amelii"), Moulin Rouge i Cmentarz Montmartre
5. brzeg Sekwany (zwłaszcza od Pont Royal do Pont Alma)

Najlepsze miejsca na odpoczynek na świeżym powietrzu, piknik, bieganie w Paryżu:
1. Ogród Luksemburski
2. Park Montsouris
3. Jardin des Plantes
4. błonia przed pałacem Luwru
5. Pola Marsowe pod wieżą Eiffle'a

Najlepsze wycieczki poza miasto lub na jego obrzeża:
1. Giverny i dom Claude Moneta
2. Wersal z pałacem i ogrodami, posiadłościami królewskimi itp.
3. Disneyland
4. Lasek Vincennes
5. Lasek Boloński

Najlepsze widoki w Paryżu:
1. widok na Paryż nocą z Łuku Triumfalnego

 2. widok na Paryż z wzgórza Montmartre przy Sacre Coeur
3. widok na Notre Dame z Pont de la Tournelle
4. widok na wieżę Eiffle'a, Les Invalides i wieżę Montparnasse nocą z placu de Breteuil
5. piramida pod Luwrem nocą razem z łukiem Carrousel

Najlepsze smakołyki francuskiej kuchni:
1. ślimaki, owoce morza (mule i krewetki)
2. magdalenki i brioszki
3. wszystkie smakołyki z boulongerii (zwłaszcza z Jean-Paul Charbonnier) - croissanty, pain au chocolat, tarty, ciasta, pizze, kanapki...
4. sery, zwłaszcza: chevré, coulumiers, camambert, brie, rustique, saint paulin
5. crêpesy (na słono i słodko)
A do wszystkiego cydr lub wino!

Najlepsze kościoły/katedry/kaplice w Paryżu:
1. église Saint-Germain-des-Prés
2. église Saint Francis Xavier
3. église Sainte Madeleine
4. katedra Notre Dame
5. Sainte Chapelle

Najbardziej w Paryżanach lubię ich aktywność, towarzyskość i bezinteresowną uprzejmość. W Paryżu brak ograniczeń, naturalność, wolność z odpowiedzialnością, mnogość możliwości. Paris, je t'aime! Na pożegnanie, na koniec tej przygody z Paryżem piosenka Edith Piaf Paris.