Najlepsze przepisy przy dietach eliminacyjnych - słodkości bez cukru

Ostatnio były obiady, to teraz przyszedł czas na desery - po pierwsze wegańskie, po drugie bez cukru, po trzecie zdrowe i niskokaloryczne. A przede wszystkim słodkie :) Wszystkie przepisy są bardzo proste i przyjemne, a efekt niesamowity.

Kilka wskazówek na początek:
Ciemne kakao można przy uczuleniu na ziarna kakaowca zastąpić karobem.
Mąkę jaglaną/gryczaną/ryżową zastępuję zblendowanymi na proszek kaszami/ryżami.
Melasę buraczaną robię poprzez zblendowanie ugotowanego buraka.
Najlepsze i najsłodsze daktyle to daktyle medjool.
Najlepsze naturalne słodziki to: sok wyciśnięty z jabłek, banan, daktyle, syrop klonowy, miód, syrop z agawy. Jeżeli w przepisie pojawia się cukier warto zastąpić go którymś z tych słodzików (1 łyżka cukru - 1 daktyl - 1 łyżka miodu/syropów)
Do ciast raw, żeby było fair wszystkie składniki muszą być surowe - trzeba zwrócić uwagę na to przy zakupie kakao, wiórków itp.

Czekoladowo
Najlepsze ciasto czekoladowe z czerwonej fasoli wg Dzikiego Naśladowcy.
Batatowe brownie na podstawie filmiku Deliciously Ell.
Wegańskie brownie wg Food Porn Vegan Style.

Szarlotkowo
Najprostsza szarlotka z kaszy jaglanej wg Lawendowego Domu. Warto posypać na wierzch płatki migdałów.
Połączenie jabłek i przepisu na kruche ciasto od Dzikiego Naśladowcy.
Jabłecznik wg CookingGoodlooking.
Batony jabłkowe od Food Porn Vega Style.

Bananowo 
Bananowe blondie wg Wegannerd.
Ciasto bananowe wg Jadłonomii. Zamiast cukru 1 banan więcej.
Chlebek bananowy wg Peanutbuttermonster. Jajko zastąpiłam 1/2 jogurtu naturalnego.

Makowo
Najlepszy makowiec wigilijny i nie tylko wg Jadłonomii.
Genialny makowiec raw wg Dzikiego Naśladowcy.

Surowo
Tarta raw z masą z czerwonych porzeczek wg Zdrove Karmelove. Porzeczki poza sezonem zastąpiłam mrożoną mieszanką owoców leśnych.
Spód do tarty wg Redeat i masa wg fantazji własnych, np. z nasion chia.

 Słodkiego!

Najlepsze przepisy przy dietach eliminacyjnych - obiady bez mięsa

Czas na trochę inspiracji jedzeniowych, czyli zbiór najlepszych przepisów przy dietach eliminacyjnych. Dzisiaj pomysły na obiad bez mięsa. Sama testuję i robię pełno takich obiadów, jednak większość z nich bazuje na tych znalezionych w internecie. Także zamiast odkrywać ponownie Amerykę zamieszczam subiektywny wybór sprawdzonych przepisów na dania obiadowe bez mięsa.

 

Zupy 

Przede wszystkim nie jedząc mięsa na obiady bardzo często przygotowuję różnego rodzaju zupy. Wszystkie na bulionie z przepisu (Jadłonomia).
Do bulionu gotowanego około 2,5 h dodaję podduszone wcześniej warzywa na maśle z wybranymi przyprawami (pieprz, zioła, papryka, kurkuma) i odrobiną białego wina. W zależności od tego jaka zupa, takie warzywa. I tak w skład moich ulubionych wchodzą: pomidorowa (zimą krojone z puszki, latem świeże), cebulowa, caldo verde (Kwestia Smaku), pieczarkowa, porowa, jarzynowa (zimą mrożony mix warzyw, w sezonie mieszanka ze straganu), kalafiorowa, brokułowa, marchewkowa, dyniowa. Często miksuję to na krem i podaję z grzankami i natką. Niektóre doprawiam mleczkiem kokosowym i kolendrą (najlepszy w takim wydaniu jest krem marchewkowy).

 

Gulasze z soczewicą

-z przepisu Poezji Smaku
-z przepisu Food Porn Vegan Style
oraz najprostsza potrawka soczewicowa ze startą całą włoszczyzną z czosnkiem i curry (gotujemy soczewicę czerwoną przez 20 minut, w tym czasie podsmażamy skrojony por z czosnkiem, dodajemy starte na dużych oczkach warzywa, curry i pieprz cayenne, na końcu soczewicę i wszystko razem mieszamy - MNIAM!)

 

Risotto i inne otta :)

-standardowe risotto z owocami morza najlepsze w wydaniu na chorwackim morzu lub mojego męża z przepisu Akademii Kulinarnej
-w wersji solo wg Whiteplate
-pęczotto z dynią Jadłonomii

 

Bezmięsne pasty

Włosi przez wieki zdążyli opatentować setki przepisów na przeróżne pasty w wersji wege np. ze szpinakiem i serem pleśniowym, z gorgonzolą i gruszką, z łososiem i koperkiem, z pomidorowym przecierem, bazylią i czosnkiem, oliwkami i ziarnami słonecznika, z suszonymi pomidorami i kaparami… Moje ulubione to:
-z bakłażanem i ricottą wg Kwestii Smaku
-z oliwkami i suszonymi pomidorami wg Zjedz Mnie
-z pesto z jarmużu wg Jadłonomii
-z brukselką wg Whiteplate

 

Wege kotlety i pasztety

Najlepsze burgery wege są oczywiście na miejscu w lokalu Krowarzywa, jednak z tych domowych polecam:
-pieczone z kaszy jaglanej i ziaren wg Jadłonomii
-smażone z ciecierzycy falafelki również Jadłonomii
Co do pasztetów to bardzo dobry jest warzywny wg WeganNerd - jak zostaje mi trochę masy po zapełnieniu foremki dodaję do tego odrobinę bułki tartej, żeby było bardziej lepiące i piekę równolegle blachę kotletów warzywnych.
Mój ulubiony pasztet wege jest na bazie białej fasoli - znowu Jadłonomia.

 

Hummus

Hummus jest niesamowicie kalorycznym i sycącym sposobem na obiad. Najlepiej podany z warzywami w chlebku naan (z przepisu Vege Kika) w wersji z burakiem (lub standardowej - oba wg Jadłonomii).

 

Pieczone warzywa

Tutaj nie potrzeba przepisu, żeby pokroić ulubione warzywa (np. cukinię, pieczarki, cebulę, paprykę, marchewkę, pietruszkę, buraki, pomidory), posypać ulubionymi przyprawami (np. zarówno suszone, jak i świeże: bazylia, oregano, mięta, kolendra, pieprz, garam masala, curry oraz ponacinane ząbki czosnku) i skropić olejem rzepakowym, a następnie wrzucić do naczynia żaroodpornego albo na blachę i do piekarnika, aż będą al dente. Zwiększyć kaloryczność tego dania można głównie poprzez dodanie sera (np. koziego lub bryndzy do buraków, mozzarelli do papryki i pomidorów itp.).
Z bardziej wysublimowanych mieszanek polecam pieczoną marchewkę z masłem orzechowym i czarnym sezamem wg Kwestii Smaku.


Jak widać na nudę przy obiadach wege nie można narzekać. A przepisów jest jeszcze dużo, dużo więcej, bo przecież dochodzą całe grupy opartych na: soi i tofu, kaszy jaglanej, awokado, zielonych warzywach (niezliczona liczba sałatek) itp.

Smacznego!

Ciasto marchewkowe bez cukru

Od jakiegoś czasu eksperymentuje z dietą eliminacyjną. Najpierw nie jadłam mięsa (teraz znowu do tego wróciłam na sezon wiosenno-letni), potem nabiału (okazało się m.in. że nie toleruję laktozy), glutenu (tylko ze względu na modę, wróciłam do niego bardzo szybko). Teraz przestałam jeść cukier. Okazuje się, że większość ludzi najbardziej uzależniona jest właśnie od cukru. Jakiś czas temu przeprowadzono doświadczenie laboratoryjne na szczurach, które próbowano uzależnić od cukru i kokainy jednocześnie. Najbardziej szokującym wnioskiem wynikającym z eksperymentu był fakt, że szczury po jakimś czasie w ogóle nie interesowały się kokainą, gdy miały możliwość zajęcia się cukrem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, a przede wszystkim nad moimi nawykami żywieniowymi i rzeczywiście - cukier znajduje się w bardzo wielu produktach, pod wieloma różnymi postaciami, a ja byłam od niego w pełni uzależniona. Nigdy nie słodziłam herbaty, nie piłam słodzonych soków. Jednak codziennie jadłam różnego rodzaju słodycze, słodkie śniadania, przekąski, desery... Właściwie nie wyobrażałam sobie nie zakończyć obiadu czymś słodkim, nie potrafiłam obejść się smakiem przy możliwości zjedzenia ciasta, ciasteczek, czekolady. Nawet, gdy byłam już przejedzona, na słodycze zawsze znalazło się miejsce. Pierwszą próbą eliminacji cukru był czas adwentu. Efekty pojawiły się po chwili - schudłam 3 kg a mój brzuch zrobił się płaski jak nigdy dotąd (oprócz tego moja dieta nic a nic się nie zmieniła, tylko eliminacja cukru i wszystkich zamienników, tj. miodu, słodzików, syropów, ograniczyłam też ilość owoców do 1 jabłka dziennie). Na powtórną próbę zdecydowałam się w Wielkim Poście. Już tak nie schudłam, ale czułam się dużo lepiej. Po zakończeniu Wielkiego Postu zdecydowałam, że nie wrócę do starych przyzwyczajeń cukrowych i będę sobie pozwalała na coś słodkiego tylko raz w tygodniu. Za to w między czasie nauczyłam się piec różne ciasta bez dodatku cukru czy słodzików (słodkość zapewniają owoce świeże i suszone tj. jabłka, rodzynki, daktyle). Poniżej przepis na ciasto marchewkowe bez cukru.

Ciasto marchewkowe bez cukru

Składniki na ciasto:
  • 1 szklanka mąki żytniej
  • 2 szklanki zmielonych w blenderze płatków jęczmiennych
  • po 1 łyżeczce: cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej, wanilii
  • po 1 łyżeczce:  proszku do pieczenia, sody oczyszczonej
  • 3 łyżki rodzynek sułtańskich
  • 2 łyżki posiekanych moreli suszonych
  • 5 startych marchewek
  • 1 starte jabłko
  • 1 jajko
  • 1 jogurt naturalny
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego
Składniki na masę:
  • 250 g serka maskarpone
  • 3 łyżki likieru amaretto
  • + orzechy włoskie do dekoracji
 Sposób przygotowania:
  1. Mieszamy suche składniki (mąka, płatki, przyprawy, pdp, soda).
  2. Ubijamy białko na pianę, mieszając dodajemy żółtko, jogurt i olej.
  3. Do mokrej masy dodajemy startą marchewkę i jabłko.
  4. Łączymy suche składniki z mokrymi. Dokładnie mieszamy dodając rodzynki i morele.
  5. Pieczemy w 175 st. C przez 45 minut. Zostawiamy w piekarniku do wystygnięcia.
  6. Miksujemy serek mascarpone z likierem na puszystą masę.
  7. Smarujemy ostygnięte ciasto masą i dekorujemy orzechami włoskimi.
I voila!

10. półmaraton warszawski, czyli 1:56 od dziś znaczy dla mnie coś więcej

To naprawdę niesamowite, ciężko mi wręcz w to uwierzyć, ale udało mi się dzisiaj w czasie 1:56 pokonać dystans ponad 21 km w trakcie 10. półmaratonu warszawskiego. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo wciągające są takie imprezy biegowe i jak wiele pozytywnej energii we mnie wyzwoli to wydarzenie.

Pogoda była przepiękna - słońce, delikatny wiatr. Kibice dopisali, oczywiście dla mnie najważniejsi byli moi właśni, którzy niesamowicie mnie wspierali, ale każda osoba, która zagrzewała biegaczy do boju była bardzo pomocna i podtrzymująca na duchu. Organizacja bardzo udana - szczególnie miło było mijać stacje kibicowania, przebiegając obok których można było doładować się energetycznie dzięki rytmom młodych polskich wykonawców. Atmosfera naprawdę bardzo przyjazna i momentami zabawna - wielu zaprawionych biegaczy maratońskich na ten "krótki" odcinek przychodzi w przebraniach i tak np. w tunelu na Wisłostradzie biegłam razem z drużyną żołnierzy spartańskich.

Udało mi się przebiec te 21 km w całkiem niezłym czasie, co motywuje mnie do przygotowań do maratonu we wrześniu. Do mety dobiegło 12 958 uczestników. Rzeczywiście, właściwie non stop biegłam w zbitej grupie biegaczy, jednak nie było to przeszkodą (poza samym początkiem trasy). Jednym z przyjemniejszych przeżyć było minięcie pacemakerów z flagą 2:00:00 (startowałam z grupą 2:10:00, także znaczyło to, że udało mi się spory kawałek nadrobić). No i oczywiście sprint na ostatnich metrach przed metą i przekroczenie samej mety - uczucie nie do opisania :) Po biegu czułam się rewelacyjnie, teraz co prawda zaczynają odzywać się delikatne zakwasy, jednak myślę, że będzie to do przeżycia i już we wtorek wrócę na BJJ :) Poniżej szczegóły mojego biegu:

1:56:41 - wynik netto całego dystansu
286 - miejsce w kategorii kobiety 20-29 lat
8444 - miejsce na mecie
ostatnie 1 km i 97,5 metrów pokonałam w 4,5 minuty :) oprócz tego biegłam z bardzo stałą prędkością - każde 5 km pokonywałam w 28 minut (czyli ok.10 km/h).

Już nie mogę się doczekać kolejnego biegu - w ramach maratonu Orlen - bieg Oshee 10 km 26 kwietnia.



Lao Che - koncert promujący płytę "Dzieciom"

Wczoraj razem z mężem spędziliśmy wieczór w Klubie Palladium kiwając zgodnie głowami w rytm piosenek jednego z lepszych polskich współczesnych zespołów - "Lao Che". W ostatnim czasie zdążyliśmy się przyzwyczaić do siedzącej formuły uczestnictwa w koncertach, poczynając od Och Teatru (też Lao Che), a kończąc na Stodole (Kult Unplugged). Wczorajsze podskakujące grono było miłą odmianą, choć upewniło mnie w przekonaniu, że wolę na koncertach głównie słuchać, niekoniecznie dając temu wyraz fizyczno-ruchowy.

Koncert był bardzo udany, płyta jest naprawdę pełna dobrych kawałków, które mocno zapadają w pamięć, spójnie składają się w jedną piękną całość z wcześniejszą twórczością kapeli pod wodzą Spiętego, ale nie bazują na wcześniejszych dobrych schematach. Przykładem tego jest hit puszczany często w Trójce "Tu". Ja gdybym miała wybrać moje ulubione piosenki z tej płyty miałabym problem z selekcją. Ciężko wybrać jeden utwór, bo znacznie różnią się one między sobą i każdy z innego powodu sprawia, że bardzo mi się go dobrze słucha. Z pewnością "Tu" wpada najszybciej w uchu, jest najbardziej radiowy. Natomiast "Bajka o Misiu" zwraca na siebie uwagę delikatną melodią. Mi bardzo podoba się "Errata", której opowieść snuje się subtelnie i bardzo oryginalnie. Jednak koniec końców wybrałabym "Wojenkę", która przypomina mi świetną solową płytę "Spiętego" - "Antyszanty". Dlatego też, proszę państwa, poniżej "Wojenka".

Kult unplugged, czyli po co komu instrumenty na prąd

Po kilku latach od nagrania kultowego koncertu MTV unplugged, który miał miejsce w Och-teatrze, zespół Kult wyruszył w trasę koncertową znowu w formie "niepodłączonej". Miałam okazję być na koncercie w warszawskiej Stodole. Występ był naprawdę niesamowity.

Jako jedno z pokoleń fanów Kazika Staszewskiego, a w szczególności jego udziału w formacji "Kult" byłam już na niejednym koncercie tego zespołu. Nigdy nie zapomnę tego szału w tzw. pogo w trakcie "kultowych" (jakże to jest trafne słowo w tym kontekście!) piosenek tj. "Wódka", "Baranek", "Polska" czy delikatniejszych "Do Ani", "Nie dorosłem do swych lat" czy "Celina". Koncerty te brzmiały mi w uszach jeszcze przez następne kilka dni (dodatkową pamiątką niepozwalającą zapomnieć o udziale w tych wydarzeniach było całe obolałe ciało). Kazik jest dla mnie zupełnym fenomenem jeżeli chodzi o osobowość sceniczną. Co zresztą udowodnił czwartkowy koncert w Stodole.

Po pierwsze przekrój wiekowy publiczności był porównywalny do popisów w szkołach muzycznych, gdy dziadkowie przychodzą z rodzeństwem wykonawców. Poczynając od małych dzieci trzymanych na kolanach (widownia przygotowana była w formie sali teatralnej z miejscami siedzącymi), przez nastolatki, młodzież, wiek produkcyjny, kończąc na emerytalnym. Było to dla mnie zupełnie niesłychane rozglądać się, jak wszyscy w inny sposób słuchają tekstów piosenek, jak inaczej reagują na różne utwory. A z drugiej strony jak każda z tych grup wiekowych jest zupełnie zasłuchana.

Po drugie instrumenty! Trio gitarowe (w tym najkrótszy gryf w Polsce :) ), trio dęte, fortepian, perskusja... czy Kazik mógłby wymarzyć sobie lepszy akompaniament? Utwory, które przyzwyczaiły nas do elektrycznych brzdąknięć w wersji unplugged brzmią o niebo lepiej. Po trzecie postać Kazika. Jakże zmieniła się jego sceniczność. Koncert zaczął się punktualnie, wszyscy trzeźwi, wręcz w więcej niż w pełnej formie i osobie na scenie. I dojrzały, lekko zachrypnięty i niewyciągający gór głos dla mnie dużo lepiej brzmi przy wykonywaniu tych piosenek z takim "obciążonym" historią tekstem. Kolejnym atutem byli goście tradycyjnie zapraszani do koncertów unplugged. Ostatnia już rzecz - sceneria. Naprawdę wielkie brawa należą się organizatorom, którzy w taki fajny sposób ucharakteryzowali scenę, która w trakcie koncertu przypominała bardziej studio nagrań. Dodatkowy atut gra świateł, która w idealny sposób wpasowywała się w utwory.

Kult, choć już od tak dawna przeze mnie słuchany i znany, objawił mi się w zupełnie nowej i świeżej formie. Poniżej przepiękna wersja unplugged piosenki "Jeźdźcy".



Panny wyklęte


1 marca obchodzone jest moje ulubione polskie święto narodowe - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To niesamowicie poruszające i współczesne święto, w trakcie którego poprzez różne formy upamiętniani są walczący w opozycji antykomunistycznej po II wojnie światowej. To dzień, w którym wspominane są postaci tj. Inka, Witold Pilecki, Jan Rzepecki, Emil Fieldorf. Przez wiele lat komunizmu nazywano ich faszystami, „zaplutymi karłami reakcji” czy „bandami reakcyjnymi”. Ich walka w obronie wartości narodowych i wolnościowych została ukarana w większości przypadków wyrokiem śmierci i bezimiennym pochówkiem. Dopiero w dzisiejszych czasach IPN odnajduje walczących w tamtych czasach, a tym samym przywraca im możliwość bycia bohaterem dla wielu kolejnych pokoleń.


Tego dnia miałam okazję uczestniczyć w pięknym koncercie w Palladium, który miał tam miejsce w ramach projektu „Panny Wyklęte”. Jest to wspólna inicjatywa Dariusza Malejonka z Fundacją Niepodległości, którzy zaprosili do współpracy polskie artystki w celu stworzenia albumu muzycznego zainspirowanego historią kobiet z szeregów Żołnierzy Wyklętych. Wśród piosenkarek, które wzięły udział w projekcie są Marika, Marcelina, Lilu, Kasia Kowalska i siostry Przybysz. Koncert był niesamowity. Atmosfera poruszająca, a wykonania piosenek rewelacyjne. Cześć i chwała bohaterom!


Oscary 2015

Już prawie tydzień minął od wręczenia tych najbardziej znanych na świecie nagród filmowych. Oscary co roku wzbudzają nie tylko wiele emocji, ale też kontrowersji. Dla wielu fanów kina są coraz bardziej przewidywalne, a to znaczy, że już jakiś czas temu wybór wygranych wszedł w pewien schemat. Dołączam się do tych głosów. Na Filmwebie udało mi się trafić ponad 80% wygranych, które zaznaczałam bardziej w formie zakładów niż wyboru moich faworytów. Pytanie czy to coś złego - wg mnie oznacza to, że w Hollywood niedługo będzie krążył przepis na wygraną - kwestia odpowiedniego tematu, aktorów, reżysera. Oczywiście, nie chcę w ten sposób umniejszać jakości zwycięskich filmów. "Birdman" to naprawdę ciekawa i dobrze wykonana produkcja, pewnego rodzaju puszczenie oka do widzów, którzy dosyć mają nafaszerowanych efektami specjalnymi superprodukcji. Jednak wg mnie na Oscara dużo bardziej zasłużył Richard Linklater, który przez 11 lat tworzył rewelacyjny film, który również w pewien sposób wyśmiewa tandetne produkcje z punktami zwrotnymi wybudzającymi śpiących widzów w fotelach kin, ale robi to dużo bardziej subtelnie, opowiadając historię chłopca, a tak naprawdę każdego z nas. "Boyhood" to film precedens, niepowtarzalna koncepcja, który pomimo swojej odstającej ryzykownej formy, okazał się niesamowitym sukcesem. Szkoda, że nie zostało to docenione w Dolby Theatre.

Dla polskich wielbicieli filmów powód do radości - "Ida" (o której pisałam już ponad rok temu tutaj) pokonała równych sobie w wyścigu po statuetkę rywali. Wg mnie naprawdę ogromny i zasłużony sukces twórców, choć tak nie przystający do formy filmu. Świetnie podsumował to na początku swojego przemówienia Paweł Pawlikowski. Pomimo tego, że film mnie naprawdę oczarował, przyłączam się do apelu, by przy tej międzynarodowej dystrybucji na wielką skalę, jaka teraz czeka tę produkcję, dodać napisy, dzięki którym nie byłoby miejsca na niewłaściwe interpretacje dotyczące roli Polaków w holocauście. Zachęcam do podpisania petycji w tej sprawie na portalu CitizenGo.

Jeżeli chodzi o kreacje, to oczywiście "super gwiazdy" stanęły na wysokości zadania. Spośród nich najbardziej podobały mi się Emma Stone w złocie od Elie Saab i Sienna Miller w czerni od Oscara de la Renty (oba zdjęcia źródło: elle.pl).
 

Koncert Wojtek Mazolewski Quintet w Syrenim Śpiewie

W środowy lutowy wieczór, w jednym z moich ulubionych parków Warszawy - Rydza-Śmigłego, przez kilka godzin nawet najbardziej zajętych przechodniów dochodziły melodyjne jazzowe takty grane przez Quintet pod wodzą Wojtka Mazolewskiego. Bardzo rytmiczne i wpadające w ucho kawałki zabrały słuchaczy w zakątki Rzymu, Gdańska, Berlina, Paryża... Wypełniony po brzegi Coctail&Whisky bar Syreni Śpiew kołysał się w rytm tych pięknych melodii, pochodzących z nowej płyty jazzowego pięciokąta, pt. "Polka".

Najpierw o lokalu. To była moja pierwsza wizyta w Syrenim Śpiewie i mam nadzieję, że jeszcze nie jeden koncert zachęci mnie do powrotu. Miejsce jest urządzone ze smakiem i pomysłem. To nie kolejna pijalnia wódki i piwa za 4 zł, tylko interesujący architektonicznie (nawiązujący do jakże skromnej estetyki PRL-u) bar z małą sceną oraz całą artylerią ciekawych mocnych alkoholi za ladą.

Teraz o muzyce. Bo to ona oczywiście była głównym bohaterem wieczoru. Quintet zachwycił słuchaczy pięknymi aranżacjami utworów z nowej płyty. Wiele było zadziwiających solówek, które naprawdę zrobiły na mnie wrażenie (najbardziej saksofonowe w wykonaniu Marka Pospieszalskiego oraz perkusyjne wybite przez Kubę Janickiego). Naprawdę świetna zabawa i uczta dla uszu.

Tyryry, tyryry, tyryryryryryyyyyy...

"Oniegin" i wystawa "Opera Haute Couture" w Teatrze Wielkim Operze Narodowej

Opera "Oniegin" zaczyna się pięknym wstępem muzycznym, który w taktach Czajkowskiego powoli zabiera nas w tajemniczy nastrój poematu Puszkina.

Symboliczna sceneria (Boris Kudlička) i kostiumy (Joanna Klimas), genialna reżyseria (Mariusz Treliński), cudowne wielogłosy i sceny zbiorowe. No i oczywiście przepiękna muzyka (dyrygent Andriy Yurkevych). Tak w skrócie wymieniłabym zalety spektaklu "Oniegin" w Teatrze Wielkim Opera Narodowa.

"Oniegin" to historia mężczyzny, którego dystans i cynizm doprowadziły do smutnego końca. Rozdarcie głównego bohatera świetnie oddaje zabieg, który wprowadził do sztuki Treliński. W czasie całego spektaklu obserwujemy alter ego Oniegina w postaci pantomimicznej białej figury, która jest z jednej strony wyobrażeniem Tatiany o jej kochanku, z drugiej Onieginem w osobie starca podsumowującego swoje życie z perspektywy czasu.

Spektakl ogląda się z zapartym tchem. Za każdym razem, gdy akcja zwalnia, na scenę wbiega cały chór i baletnice, raz przebrane za chytre liski uosabiające plotkujące przedstawicielki utartych norm i grzeczności, innym razem jako piękne modelki prezentujące przedziwne kostiumy na pokazie mody symbolizującym nałożone na społeczeństwo konwencje i ograniczenia.

Dodatkowym atutem wizyty w styczniu w TW ON była towarzysząca wystawa - Opera Haute Couture. Kostiumy na spektaklach prezentowanych na scenie warszawskiej opery są niesamowite, dopracowane w każdym detalu, prawdziwe haute couture. Pracowali nad nimi mistrzowie polskiej mody, m.in. Gosia Baczyńska, Joanna Klimas, Tomasz Ossoliński, Maciej Zień. Mi najbardziej podobają się stroje wykorzystane w operach "Traviata", "Madame Butterfly" i "Oniegin", a także w balecie "Tristan". Głównie ze względu na to, że łączą elementy współczesne z pochodzącymi z epoki, w których powstały dane dzieła.